cukier kokosowy sklep online
herbaty bio sklep online

Wczasy w Grecji

6-001Spędziliśmy wspaniały urlop, pomimo upałów jakie panowały tam w miesiącu lipcu.
– Bo przebywaliśmy blisko morza Tyrreńskiego, na końcu „pazura” Halkidiki w Posidi. Powiew wiatru z nad morza ochładzał powietrze.
– Na pewno tak! Bo w przeciwnym razie słońce by nas zmęczyło. Poza tym dużo cienia na deptaku dawały drzewa liściaste i parasole na plaży – odpowiedział Jerzy.
– A nie wspominasz o pływaniu w morzu! Codziennie 1 godzinę wcześnie rano i po południu przebywaliśmy w morskiej słonej wodzie. Och! Jaka ta kąpiel była wspaniała, szczególnie na falach – może zaowocuje nam zdrowiem?
1-001– Myślę, że tak! – zobaczymy.
– A i dieta śródziemnomorska też jest dobra.
Stoły uginały się od warzyw i owoców na różny sposób przyrządzanych. Może przypomnisz.
– Tak! Trzeba koniecznie to zrobić! – powiedziałam.
Bo potrawy, które nam serwowano możemy robić i w kraju.
– Bufet był „szwedzki”, można było wybierać, na co się miało apetyt, różnorodność była wielka.

2-001Dania mleczne
Zwykle były w wazach, parę rodzajów jogurtów, z drobno pokrojonymi owocami, jarzynami, ładnie przystrojone. Na ich widok dostawaliśmy już apetyt.
Trochę dalej był stół z suszonymi owocami (śliwki, jagody, figi, morele, rodzynki), z płatkami owsianymi, kukurydzianymi i innymi wymyślnymi oraz gorące mleko, z którego można było zrobić „zupkę”.

3-001_1W gablocie potraw na gorąco – dostawało się oczopląsu:
– malutkie paróweczki
– jajka gotowane na twardo
– jajecznica
– jajka sadzone
– zapiekane pomidory
– nóżki pieczone nadziewane serem, szpinakiem, mięsem, parówkami.
– z ciasta „francuskiego” wypieczone rogaliki i inne wykwintne ciasteczka.

Pieczywa też nie brakowało.
– były wielkie chleby białe i razowe
– były różne rodzaje herbatek, soki i kawa

4-001My na śniadanie piliśmy herbatkę rumiankową i wyciśnięty sok z pomarańczy.

Owoce ułożone na olbrzymich paterach też zapraszały do siebie.
Ale nic nie powiedziałaś o lodach?
Od rana do wieczora mogliśmy je sobie serwować! Były o różnych smakach i kolorach.
– Tak o ile wiesz, ja lodów nie jadam – bo zawierają dużo chemii i nie będę ich reklamowała.

5-001Obiady
Codziennie były ryby, podsmażane, pieczone na ruszcie,

gotowane i w ostrym sosie.
I małż i innych darów morza nie brakowało. Podawano z rusztu, w sosach jarzynowych i paprykowych.
Z mięs najczęściej podawano różny drób w postaci pieczonych udek, skrzydełek lub kawałeczków mięsa oraz gulaszu.
Była też jagnięcina, króliki, wołowina i wieprzowina. Mięsa przeważnie były krojone na małe plasterki, pieczone na ruszcie w różnych sosach.

Nie brakowało sałatek jarzynowych z gotowanych warzyw i surowych.
W olbrzymiej wazie przez cały dzień stały jarzyny zakiszone. Były to brokuły, kalafiory, marchewka, brukselka, kalarepa i inne.
W osobnej wazie stały też zakwaszone buraczki czerwone z dodatkiem kopru.

Tuż przy sałatkach stały w pojemnikach przeróżne sosy, oliwa z oliwek, ketchupy, musztarda, octy winne i inne przyprawy, którymi można było jeszcze dosmaczać potrawy.

Deserów też nie brakowało!
Najwięcej podawano ich na kolację. Szczególnie ciast i ciasteczek, które były w różnej postaci i o różnych kolorach i smakach. Smakował nam bardzo tort lodowy.
Do tego budynie, kremy, kisiele – w sumie przepych i wielkie obżarstwo.

Kolacja
Na kolacji też nie brakowało wyśmienitych potraw: kuleczki, szaszłyki pieczone na ruszcie z przeróżnych mięs. Patrząc na te przysmaki dostawaliśmy zawrotu głowy. Chciało się wszystkiego spróbować, ale było to nie możliwe. Oponował żołądek. Wołał dosyć tego dobrego.

Od obiadu do późnego wieczora były na półmiskach pokrojone arbuzy i melony. Tego staraliśmy się jeść jak najwięcej.

Nie będę wymieniała trunków, jakie były nam dostępne i w każdej chwili można było się raczyć zimnym dobrym piwem, winem czerwonym i białym, drinkami z Brendy oraz sokami, limonkami, woda z lodem, czekoladami i kawą. Wszystko było gratis.

Pomimo tak wielkiego obżarstwa nic nam nie dokuczało, czuliśmy się lekko i nie przytyliśmy.
– To znaczy, że pożywienie nam służyło – powiedział Jerzy.
– Na pewno tak! Na początku wszyscy jedliśmy dużo i zachłannie, później, stopniowo apetyty malały. Jedliśmy mało i nie byliśmy głodni.
– Bo w pożywieniu znalazły się wszystkie smaki i kolory.

Potrawy były przyrządzane w prosty sposób, znajdowało się w nim wiele ziół i na oliwie z oliwek. Łączenie produktów było prawidłowe, nie obciążało pracy żołądka.

Przed spaniem obowiązkowo robiliśmy spacer po parasolami, prowadziliśmy rozmowy ze znajomymi patrząc na morze. W oddali podziwialiśmy kolorowe światełka statków. Sen był pokrzepiający. Nakrywaliśmy się tylko prześcieradłem i było nam ciepło i przyjemnie. Skoro świt, prze śniadaniem spacer nad ciepłym morzem i kąpiel.

Grecy produkują bardzo dobry koniak zwany „Metaxa”. Jest słabszy i mocniejszy, zawiera 5 gwiazdek.
Dowiedzieliśmy się jak go piją. Otóż do małego naczynka z gorącą wodą wkładają kieliszek z koniakiem. Podgrzewają go. Pijąc ciepły koniak, powoli, delektując się można wówczas wyczuć 3 smaki.
Proszę spróbować, może w ten sposób możemy pić również i inne koniaki.

Wczasy mieliśmy wspaniałe, ale co dalej nas spotkało wcale nie było miłe.
Na pokładzie samolotu oznajmiono nam, że nie będzie samolot lądował w Katowicach skąd wylatywaliśmy, bo jest tam uszkodzony pas startowy i nie wiadomo jak długo potrwa jego naprawa.
Samolot wraz z nami będzie lądował w Balicach pod Krakowem. Bardzo się zmartwiliśmy, bo w Katowicach był pojazd, który miał nas zawieść do Jeleniej Góry. Kiedy wylądowaliśmy w Balicach, powstał wielki zamęt, około godziny czekaliśmy na nasze bagaże, no i nasłuchaliśmy się, co dalej będzie z nami. O informacje było trudno. Ludzie byli zdenerwowani, bo informacje ustne były często sprzeczne. W końcu dowiedzieliśmy się, że z Katowic wyruszyły już 2 autobusy, aby nas przemieścić z Krakowa. Wyszliśmy przed dworzec lotniczy i czekaliśmy tam ponad 2 godziny nim dotarły autobusy. Czekanie nie było by uciążliwe, gdyby było można trochę spocząć. Martwiłam się bardzo o męża, bo jest bardzo wiekowy i taki zamęt może spowodować, że się rozchoruje, ale staruszek był dzielny. Przetrzymał te wszystkie niewygody i szczęśliwie wróciliśmy do domu, co prawda dopiero nad ranem, była godzina 3 nad ranem.
Tak jak zwykle bywa z naszą złą organizacją w Polsce
Wystarczyło poinformować, że transport nasz do Katowic odbędzie się za 3 godziny z takiego a takiego miejsca. Wówczas wiedzielibyśmy jak ten czas oczekiwania zorganizować. Patrzyłam też na matki z małymi dziećmi. Dzieci były śpiące, bo dochodziła godzina 22. Kobiety siedziały na bagażach i przytulały swoje dzieci do piersi.
Mój Jerzyk był dzielny i jakoś z trudem doczekał się autokaru, który nas powiózł dalej do Katowic. Gorzej miały osoby, które przyjechały na czas na przylotu samolotu do Katowic. Tamci czekali ponad 4 godziny, ciągle będąc w wątpliwości, co jest z nami i kiedy wrócimy do Katowic?

Za taki bałagan nikt nas nie przeprosił!
A szkoda! Taki kiepski był finał naszego urlopu.